pierwszy raz z dwójką na czele

Czwartek, 4 czerwca 2015 · Komentarze(0)
mapa

Mając cały dzień tylko dla siebie postanowiłem wyrwać się ze zwyczajowego kręcenia się po okolicy... wobec nadchodzącego lata kierunek wydawał się być jedyny słuszny - na południe...

Po spakowaniu plecaka, napełnieniu bukłaczka oraz dwóch bidonów, kilka minut po dziewiątej rozpocząłem swą wycieczkę...
Warun pogodowy idealny, dwadzieścia kilka stopni powyżej zera oraz delikatny wiatr zapowiadał całkiem zacną pogodę na cały dzień.

Ze Skierniewic udałem się niemal idealnie na południe. W Michowicach (w których miałem się ponownie pojawić za kilka godzin) skręciłem ostro w lewo obierając za kierunek zamek w Rawie Mazowieckiej. U stóp ruin tejże budowli zrobiłem sobie pierwszą przerwę (przejechane 36 km). Sam zamek to pozostałość (ruiny oraz zrekonstruowane fragmenty) budowli o której wspomina Jan Długosz w swej kronice. Fundatorem miał być Kazimierz Wlk. Jedną z wielu ciekawostek, którą warto tu przytoczyć jest to iż przez niecałą dekadę w XV w. zamek był siedzibą samodzielnego Księstwa Rawskiego (włączonego później do Korony). Jak wiele innych budowli zamek nie przetrwał tzw "potopu szwedzkiego".

Po opuszczeniu Rawy skierowałem się do celu mojej eskapady do miejscowości Łegonice (leżące kilka km na północ od Nowego Miasta n. Pilicą). Miejscowość niczym w zasadzie się nie wyróżniająca z jednym małym wyjątkiem - na tzw. Górce Przeprośnej (ok. nieco ponad 160 m n.p.m.) znajduje się kościół filialny św. Rocha. O ile i sam kościółek jest bardzo ciekawy ze względu na architekturę to i samo miejsce jest niezwykle ciekawe bowiem w XVII w. (tj  31 VII 1666 r.) doszło tu do zawarcia ugody kończącej rokosz Jerzego Sebastiana Lubomirskiego, bunt został wzniecony przez hetmana polnego koronnego wobec planowanych i wprowadzanych reform  przez Jana II Kazimierza (Wazę). Wobec przegranej przez wojska królewskie dwa tygodnie wcześniej bitwie pod Mątwami Jan II Kazimierz zmuszony został do rezygnacji ze swych planów oraz ogłosił amnestię dla buntowników, sam zaś Lubomirski po przeproszeniu króla odzyskał swe dobra acz musiał udać się na wygnanie (z którego zresztą już nie powrócił). Jan II Kazimierz abdykował dwa lata później.

Po dłuższej przerwie skierowałem się do Nowego Miasta gdzie po praz pierwszy przekroczyłem Pilicę kierując się dalej na południe... niestety brakło czasu aby pojechać dalej do drugiego celu wycieczki. Dotarłem jedynie do miejscowości Odrzywół (polecam to miejsce o bardzo bogatej historii - wypada jedynie wspomnieć o tym iż prawa miejskie nadane w 1418 r. zostały zabrane dekretem cara Aleksandra II za udział i pomoc w trakcie powstania styczniowego).
W tym miejscu licznik wskazał iż dokładnie przejechałem 90 km. 

Aby jednak nie wracać tą samą trasę skręciłem na zachód obierając za cel Inowłódź. Nie chcąc jechać drogą nr 48 (ze względu na b. duży ruch samochodowy) udałem się przez Dębową Górę zbliżając się ponownie do Pilicy. Niestety za Małoszycami powróciłem na 48kę którą przez 20 km podróżowałem do kolejnego miasta leżącego nad Pilicą. Niestety czas zaczął gonić i w zasadzie bez zatrzymania się w Inowłodziu ruszyłem do Spały (nadal trzymając się 48ki).

Przed Centralnym Ośrodkiem Przygotowań Olimpijskich w Spale przekroczyłem swój rekord dotychczasowej najdłuższej odległości pokonanej w trakcie jednej wyprawy (ciekawe bo nieplanowane) od tego momentu śrubowałem tenże wynik :)

Spała okazała się miejscowością bardzo zatłoczoną nie zatrzymując się ruszyłem tym razem na północ (pozostawiając przy okazji 48kę). Na dłuższy popas zatrzymałem się na starym, nieczynnym przystanku kolejowym oznaczonym tabliczką Spała.

Po godzinnej przerwie ruszyłem dalej na północ mijając lotnisko wojskowe w Glinniku, którego historia sięga roku 1925. Kierując się dalej na północ minąłem Lubochnię, Tarnowską Wolę, Rękawiec, Żelechlinek, Naropnę, Józefin, Celigów i trafiając ponownie do Michowic (mając na liczniku 178 km). Od tej miejscowości jechałem już tą sama drogą, którą pokonałem dzisiejszego przedpołudnia.

Do Skierniewic powróciłem już pod wieczór. Czas samej jazdy zamykając w prawie 9 h a cała wycieczka zajęła mi nieco ponad 11 h. Całkowity dystans zamknął się w 200 km i 700 metrach (jest to moja pierwsza dwusetka). Średnia prędkość - 22,7 km/h.
W trakcie całej wyprawy nie złapałem ani jednej gumy, pomimo dnia świątecznego mogłem zaopatrywać się bez problemu w prowiant (głównie woda) w sklepikach w małych miejscowościach.
Rower - mtb

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!